Historia pewnego znaku

Swego czasu i nie tak dawno, czyli może dwa, trzy lata wcześniej, na wniosek mieszkańców prawdopodobnie ulicy Krótkiej w Dubeninkach, ustawiono dwa znaki ograniczenia prędkości (jak na zdjęciu). Miały one ograniczać prędkość na kierunku do miejscowości Markawy i z miejscowości Markawy, na krótkim ale niebezpiecznym i niewygodnym odcinku ulicy. Jest tam wąsko, pagórkowato a na dodatek jest to odcinek ulicy pokręcony i ze słabą widocznością na zakrętach. Po pewnym czasie znak ten został przy okazji zaopatrzenia budowy Placówki SG lekko pochylony, następnie prawdopodobnie przez ,,mocnych'' rodaków doprowadzony niemal do pozycji poziomej. Odpukać ale w przypadku zdarzenia drogowego, po jego pochyleniu, znak ten stracił swoje znaczenie jako znak pionowy a nie zyskał jako poziomy a pochyłego polskie prawo nie przewiduje. W pierwszym momencie, po zauważeniu powstałej przypadłości wspomnianego znaku, miałem zamiar zgłosić to do zarządcy drogi czyli ,,gminy"" z prośbą, wnioskiem aby go w wolnej chwili poprawić. Ale pomyślałem,że jest on na tyle dobrze widoczny, że przecież widzą go także: zwykły mieszkaniec, sołtys, urzędnicy, radni, wójt. Widzieć zapewne widzieli bo po pochyleniu go do pozycji poziomej znak ten zniknął (no chyba, że ktoś go ukradł). Od pochylenia do zniknięcia tego znaku minęło chyba z rok albo i lepiej. W końcu jednak postanowiłem napisać ten artykuł w nadziei, że ktoś ,,urzędowy" i władny ten tekst przeczyta, bo sytuacja wbrew pozorom nie jest błaha a dotyczy bezpieczeństwa na drodze po której porusza się sporo samochodów prywatnych, służbowych SG, przemieszczają się dzieci a odcinek ten jest faktycznie niebezpieczny. Szkoda tylko, że jako społeczeństwo i osoby indywidualne nie dbamy o sprawy ważne i mniej ważne wokół nas, nie reagujemy, oglądamy się jeden na drugiego. Wiem z czego to wynika ale może warto małymi kroczkami wyrabiać w sobie cywilną odwagę na reakcję. W końcu to co nas otacza to i nas dotyczy.
AP

Komentarze

Znaki

Po co poprawiać znaki jak można wstawić nowe. Mieszkańcy Wobał zmęczeni nadmiernym ruchem tirów za postanowili ustawić sobie znak z każdej strony miejscowości. Bo przecież asfalt służy dzieciom do jazdy na rolkach, rowerkach a tu ciężarówki będą go niszczyć. Urzędnik gminy prawdopodobnie odpowiedzialny za drogi na pytanie o ograniczenie odpowiada " nie poto leliśmy asfalt żeby go teraz niszczyć". Idąc tropem tego rozumowania wiem dlaczego nie wylano nowej nawierzchni od Gołdapi do granicy województwa. ( Ironizuję).

znaki

W Wobałach znając specyfikę tematu, odpukać , może dojść do radykalnych rozwiązań lub tragedii. O tym wiedzą nasze władze, wie o tym Policja ale trudniej jest zapobiegać niż leczyć. Każdy umywa ręce, co mogę zrobić(?) a sprawy nabrzmiewają jak wrzód nie powiem na czym, po fakcie znajdzie się wielu mądrych jak to chcieli ale nic nie mogli. Może w tym przypadku obecny zastępca wójta mieszkając w rejonie kwestii spornej okaże się facetem w spodniach i zrobi to czego można by oczekiwać od osoby ,,mogącej więcej''. W kwestii znaków na drogach gminnych, wielokrotnie nasi włodarze powtarzali,że znaki drogowe na drogach gminnych ustawia się po akceptacji wniosku gminy przez zarząd powiatu ale coś tak na ,,czuja" wydaje mi się, że gdybyśmy porównali ilość takowych zaakceptowanych wniosków w sprawie postawienia znaków z ilością postawionych znaków mielibyśmy spore rozbieżności. Ale pisząc bardzo poważnie, apeluję także do radnego z Wobał Pana Stępina nie chowajmy głowy w piasek, sprawy w Wobałach związane z ciężkim transportem mogą rozwinąć się w sposób niekontrolowany.
AP

Olo

Przeczytałem Pana post i nie wiem o co w nim chodzi. Piszę Pan specyfice miejscowości (jak wiele po pgr-owskich) o ciężkim transporcie jeden sam ciężarowy na 2 dni i w sezonie kilka przyczep z sianem. Chyba że zna Pan sytuację i wie że cały plac zabaw jazda na rolkach rowerkach i kładach odbywa się na tej drodze. I mieszkańcy mega zatroskani o swoje dzieci ograniczają ruch a radny w tym wturuje.

Przekaz jest bardzo prosty.

Jeżeli jest problem, należy go rozwiązać czyli rozmawiać ze stronami, po to między innymi jest radny, sołtys, wójt czy zastępca wójta. Ten temat jest aktualny od kilku lat. Ktoś to powinien jednoznacznie określić czy sytuacja jest w ramach prawa czy nie , jeżeli coś jest nie teges należy to wskazać. To że dzieci asfalt traktują jak plac zabaw nie powinno nikogo dziwić, w końcu jest to novum w naszej gminie.

Olo

Znając bardzo dobrze atmosferę w Wobałach twierdzę że to zawiść i uprzykrzanie życia w ludziom.prowadzącym działalność gospodarczą. W końcu dotrzymali słowa bo wcześniej tylko pomawiali, wzywali policję która nie reagowała w sposób jaki chcieli. Ale radny pomógł skutecznie.

Mieszkam w Wobałach prawie 40

Mieszkam w Wobałach prawie 40 lat i tirów naprawdę nie widzę. Widzą je chyba tylko ci, którym rzeczywiście przeszkadzają ludzie, którzy tu pracują. Zwykła nienawiść i zazdrość. Bo sąsiad nie siedzi na pupie pod domem z piwkiem w ręku, tylko uczciwie zarabia na chleb. Mam małe dzieci, więc rzekomy problem z dużymi autami mnie również dotyczy. I proszę wierzyć, że wszystkie traktory i duże ciężarówki zawsze zwalniają widząc na drodze dzieci, w przeciwieństwie do podchmielonych właścicieli starych "audic" i bmw, którzy wieczorami urządzają rajdy przez Wobały. Tego już Ci zatroskani o dobro i bezpieczeństwo dzieci mieszkańcy nie widzą? Zastanawiające...